poniedziałek, 20 marca 2023

A ONI NIE WIEDZĄ! Z PAMIĘTNIKA MATKI POLKI...




Ktoś, lat 10

- Mamo! - drze się dzieć przeraźliwie.

- Jezusie, Tosiek, co się stało?? - lecę na złamanie szyi w stronę młodego, przewieszonego pod dziwnym kątem przez huśtawkę, myśląc, że ani chybi, coś sobie złamał.

- A oni nic nie wiedzą!!

- Kto nic nie wie? - przystanęłam, rozumiejąc, że z mini człowiekiem wszystko ok, tyko ma swoją standardową fazę.

- No ludzie. Nic nie wiedzą - zeskakuje na ziemię, cały i zdrowy.

- "Nic" czyli co? - pytam.

- No nic nie wiedzą. Taka zabawa tutaj, nie widzisz? A gdzie oni wszyscy są? - rozkłada Antoni ręce w bezbrzeżnym zdumieniu.

No gdzie? Gdzie oni? Siedzą w domach, może już nawet śpią, bo jest koło 10 w nocy, zimno, mżawka... 

A oni tak siedzą. I nic nie wiedzą....

wtorek, 28 lutego 2023

MAREK I DEBOŁ, CZĘŚĆ I

Napisałam opowieść o moim tacie, przewodniku górskim, który oszukał diabła. Temat mi się... przyśnił w noc sylwestrową. Wstałam w Nowym Roku i zaczęłam pisać. 

I jeszcze obiecana tacie memu (ulubionemu, bo jedynemu) ilustracja – Marek i jego markowy już spokój. No i diabeł. Nieco w*urwiony, bo mu ktoś znaki poprzestawiał...



A było to tak.....

Stała sie rzec straśno. Co tu duzo myślej? Spotkoł Marek debła przy kaplicce w Wiśle.

Diabeł: - Modlisz się?
Marek: - E... Casym....
D: - A cóż to masz w ręce?
M: - Aparat. Zdjyńcia robie Nojświytnsej Paniynce.

Skrzywił się tyz Deboł, ale widzi naroz, kogo to przypadkiym tu w tej Wiśle znaloz. Przewodnik! Prowdziwy!
Góral jak sie patrzy. Twardy jak te skały. Nado sie do pracy.
Trzeba go tyz ino jako przekabacić, coby chcioł z nim godaj. Nie bydzie inacyj!

D: - Jam z daleka przybył. Po świecie jeździłem, ale też się cieszę, że tutaj przybyłem. Firmę mam, interes międzynarodowy. Podróże, wycieczki, wie pan - tak w dwie słowy... może by pan dał się mi zaangażować? Widzę, że pan może pomóc wywindować
moje interesy tutaj też, lokalnie. Pan jest jakby swój chłop, mówiąc kolokwialnie.
Gdyby pan się zgodził, ja umowę spiszę. Jeszcze dziś załatwię!
Ale... cóż ja słyszę? Pan się śmieje? Ze mnie? Czemu?... O żesz wstydzie...
Godność ma de Mono, a korzenie w Pizie. Dom dzieci, rodzina, wszystkie interesa...

M: - A jo zek jes Marek - klepnął w ramię biesa, pod nosem się śmieje.
D: - Cóż to? Cóż śmiesznego? Co się znowu dzieje?
M: - Podstymp twój, choć zmyślny, chyba gówno wort.
Dyć jo przeca widze, ześ ty zwykły ćort... interesów z tobą jo robił nie byde.
W piekle, choć i ciepło, cłek ta klepie biyde.
D: - Kto ci tak powiedział?
M: - A ... to wiedzom syćka. Deboł to kce cłeka nic ino wycyckać!
D: - Wycyckać?
M: - Osukaj.
D: - Jam nie oszust przecie!! Jam jest bies porządny, znany w tamtym świecie!
Wezmę cię ze sobą w czeluści piekielne. Będziesz oprowadzał dzusze nieśmiertelne.
One na początku tak trzęsą portkami, że się gubią w piekle pomiędzy kotłami.
Diabły potem tylko na nie narzekają, że chodzą byle gdzie, dupę zawracają.
Pójdziesz ty tam ze mną poprowadzić zguby. Ja ci worek złota za to dam
i gruby od pieniędzy portfel na dokładkę. Auto?Willę? Co chcesz?
M: - Skońc tom głupiom godke. Jo nic z tego nie kcym. Rower mom i góry. A za duzo złota w dusy robi dziury.
D: - Ech... to co byś myślał?
M: - Zrobiemy zawody.
D: - Jakie?
M: - Zaroz godom. Widzis hań ty krowy? Ponad nimi piyknie widaj tyz Baraniom. Tyn wygro, co piyrsy dzisiok wyjdzie na niom.
Deboł myśli: proste!!! Rynce kontent zatarł.
M: - Warunek jes jedyn: idymy po ślakak.
D: - Po którym?
M: - Niebieskim. Spod Fojtuli ino. Kie pójdzies inacyj, przegros, ty gadzino.

Deboł kiwnął głową. Leci! Traci buty! A Marek powoli - poseł se na skróty.
Wyseł se na ściyzke ka som drogowskazy. Łobrócił, przestawił syćko ze dwa razy.

Poseł dalij. Z drzewa znak ślaku zeskroboł -
- Bydzies ty se deble do rana główkowoł!
Myślis, zem przewodnik, ale nie wiys przecie, ze jo tyz jest znakorz.
Po tym górskim grzbiecie nie roz zek z farbami sie tu naturbowoł.
Ślak znom jak dom własny - jo zek go malowoł!

Idzie pewnie drogom, przed siebie poziyro, juz jest przy Kaskadzie.
Był tu przecie nie roz. Cyknoł pare fotek, kanapkom zagryzo -
- Ty se bydzies deble pazury uobgryzoł!
Idzie dalij, śpiywo, juz przy Rezerwacie. -
- Teroz mozes deble zaconć robić w gacie!
Poseł jesce w góre, hań, juz wieże widaj.
Przysed piyrsy, sapnął - tak trzeba wygrywaj.

Przysiod na ławecce, po brzuchu sie gładzi: - Nie bydzies mie deble do piekieł prowadził!
Jo zek jest przewodnik skutecny piekielnie. Debła na manowce wyprowadzym dzielnie!
Goni deboł w kółko, po głowie sie dropie, a Marek juz piwko pije na Przysłopie.

Błąko sie deblisko, w krzokach kajsik krzycy, ze go wydutkali chłopcy przewodnicy.
Casym go ta słychaj, jak klnie pod drzewami.
Mógł ześ nie zadziyraj deble z górolami! 

WIEDZA ALBO GŁÓD – Z PAMIĘTNIKA MATKI POLKI...

 


Ktoś, 3 lata

Próbuję skonstruować jakieś śniadanie, a mały człowiek przybiega głodny (wiedzy):

- Mamo, a co to jest?
- To jest chyba jakieś bóstwo... pokaż... tak, Majowie i ich wierzenia.
- Maja? I Ania? (koleżanki Tosia)
- Nieee... taka cywilizacja...
- Cooo? 
- Taka kultura, która istniała dawno temu. Na terenach Mezoameryki.
- Daleko?
- Anteeek.... kasza mi się pali....  (#$%#$!!#*)
- To ją ugaś!!!!!
- Anteeeeeeeeeeeeeeeeek.... - warczę
- No co... ja zmądrzewam!

Czyli chyba mądrzeje Antoni. Jak Kolumb, świata ciekawy.

Photo: Marek Żur

sobota, 25 lutego 2023

MĄDROŚĆ Z CMENTARZA

 




Żyć będę.

Ale od jutra. Albo pod warunkiem.
Że pogoda będzie lepsza.
Jak mi zapłacą, to wtedy...
Kiedy przeprosi, to ja...
Jak się pierwszy odezwie to ja również.
Gdy będę już miał tę nową pracę... ten nowy samochód, tę buty...
Jeśli tylko to czy tamto, to ja bym! Oj, co ja bym!
Kiedy już wyjadę, przyjadę, usiądę. Odetchnę. Pojem.
Gdy słońce zaświeci pod odpowiednim kątem a dzień wstanie wtedy, gdy poczuję się na to gotowy.
Będę żyć. Wszystko zrobię. Ale od jutra.
A ci co odeszli w sposób niespokojny, bo planowali żyć "pod warunkiem", wszystko oddaliby za jedno nasze dziś. I szansę, by choć spróbować. By choć zacząć. Być choć skończyć.
Jedno dziś, którym my – żywi – szafujemy, jak gdybyśmy mieli trwać wiecznie.
Jeśli już czegoś uczymy się, przynosząc kwiatki i znicze na miejsca pamięci o tych, którzy wyczerpali limit swoich dni, pamiętajmy – oni też myśleli, że będzie jutro.
Pamięć o tym, że jesteśmy terminowi, nie służy temu, by się bać śmierci. A temu, by bać się nie żyć za życia. By nie odchodzić z żalem, że gdybyśmy dostali jeszcze choć jedno "dziś". Tylko jedno... to co byśmy zrobili... gdzie byśmy nie poszli... czego
byśmy nie spróbowali...

Chciałabym, by nagrobki wyglądały tak:

" Tu leży Jan. Planował przeprosić brata przez 10 lat, ale nie przeprosił bo zmarł. "
"Tu Zofia. Chciała otworzyć piekarnię ale nigdy nawet nie spróbowała. Bo bała się wtopić. "
" Tu leży ona. Żona. Całe życie nieszczęśliwa i, zaniedbana. Planowała zacząć od nowa na emeryturze. Nie zdążyła, bo zmarła."

Czas mamy dziś. W tej konkretnej chwili. I tyle. Nic poza nią nie jest gwarantowane. Jest nam dane. To moja lekcja na każdy dzień, nie tylko na zaduszkowe zadumania w listopadowej mgle albo na początki czy końce roku.

Potrzeba około czterech minut od czasu, gdy serce przestanie bić i być może ktoś nas zresyscutuje, by mózg się wyłączył. I już po nas.

Polecam być tu i teraz. Dosłownie TU i TERAZ. Bo mamy gwarantowane nie więcej niż te kilka minut, gdy jeszcze oddychamy. Teraźniejszość czyli z angielskiego presence, czyli prezent. Mamy kilka minut w prezencie.




KAWA Z BOGIEM

 


- I wiesz co? Czasem serio nie wiem o co ci chodzi..  przez te wszystkie ciężkie sytuację muszę przechodzić, nie rozumiem po co, zmęczona już jestem... - powiedziałam Bogu, robiąc mu miejsce na kanapie, bo chciał się przysiąść. 

- A bo ty to byś wszystko chciała wiedzieć tak zaraz. To moja robota, ja jestem Bogiem. Wiesz jak ciężko pomieścić wszystko co było, jest i będzie w głowie? A jeszcze wiedzieć dlaczego tak?? - założył nogę na nogę i upił kawy. - Dobra. Mocna. 

-No ja ci strasznie współczuję... wolałbyś zapewne dostawać po dupie, nie rozumiejąc dlaczego... - sarknęłam znad mojego kubka. 

- Ha!! Też mocna. I dobra! Taką cię właśnie stworzyłem. Pyskatą ale silną jak... no. Właśnie cię miałem porównać do parowozu, ale to by chyba źle zabrzmiało - zachichotał nie po bożemu. - A odpowiadając na twoje pytanie, mała... nie możesz wszystkiego wiedzieć. Bo wtedy byś nie nauczyła się ufać i wierzyć. A zaufanie pozwala ci iść nawet tam gdzie drogi nie widać, czyli jak najdalej, jak najwyżej. Prosto do nieba. Do mnie. I poza tym - klepnął mnie w kolano ze śmiechem - gdybyś wiedziała już teraz wszystko, to by ci się nie chciało uczyć. Ani wkładać wysiłku. I przede wszystkim byś tego nie uniosła. 

- Że niby będę miała przerąbane? - spojrzałam Bogu prosto w oczy. Jasne i zielone. Rozbawione. 

- Nie to miałem na myśli. Nie stworzyłem cię przecież na moje pośmiewisko, ale na podobieństwo - sprzedał mi kuksańca. Zastanowiłam się... czy wypada oddać Bogu? 

Roześmiał się.  I tak wiedział, co sobie pomyślałam. 

- Chodzi o to, że wszystko przez co przechodzisz, czego doświadczasz, przygotuję cię na ... no wiesz, jak w grze, na wyższy level. Inaczej byś nie wiedziała co zrobić nawet z największymi błogosławieństwami, jakie mam dla ciebie, mała.  A tak... Kroczek po kroczku. Rozwijasz się.  Otwierasz serce, zamykasz buzię. Mówisz mniej, rozumiesz więcej. Umiesz to lepiej wykorzystać, docenić. Im bardziej myślisz, że nie masz, że tracisz, tym bardziej doceniasz. Rozumiesz? 

- Tak. Rozumiem. I tak myślę... Ciebie to Boże bawi? Takie obserwowanie jak my się tu, na ziemi, szarpiemy sami z sobą? 

- Czyli nie zrozumiałaś - uniósł brwi i znów się roześmiał. - Karol. .. otwórz tę głowę. Bóg do ciebie przemawia. Dałem wam rozum i wolną wolę. I kupę talentu. I misję życia. Czyli taki... pakiet startowy. Co z tym zrobicie, zależy od was. I wierz mi lub i nie, wcale mnie nie bawi jak się szarpiecie. Ale macie rozum. Ja się nie mogę wam ciągle  w paradę wtarabaniać. Wyobraź sobie, że dostajesz ode mnie na przykład... samochód. A potem ciągle ci mówię jak masz prowadzić i wyrywam kierownicę. Oberwałbym.

- Zdecydowanie. Prosto w czoło - w końcu się uśmiechnęłam.  

- Tak myślałem. A wracając... za to cudownie się obserwuje jak ktoś próbuje, rośnie, dojrzewa, pokonuje przeciwności i staje się taki no... taki serio na moje podobieństwo. Taki nie do pokonania. Jak skała. Twórczy. Uważny. Taki że coś z niczego...  Za to przykro się patrzy na tych, co dali się pokonać.  Umierają za życia. Niszczą samych siebie. Organizmy ultradoskonałe, a żyją tak zachowawczo, by przypadkiem niczego doświadczyć. By przypadkiem nie zabolało. Marnują potencjał. Jak w pełni zatankowany samochód co nigdy nigdzie nie pojechał. 

-  A co z tą misją życia? Wiesz ilu ludzi nie ma pojęcia po co tu jest? Ja się przynajmniej trzy razy w tygodniu zastanawiam...

-  Jak to? Przecież już ci mówiłem -  Bóg włożył sobie do ust chyba ósme już ciastko z kremem. Boski był w tym swoim nieumiarkowaniu. I zdecydowanie byłam w tym do niego podobna. - Obserwuj - rzucił pomiędzy kolejnymi kęsami. 

- Kogo?

- Siebie. Co kochasz robić? Co robisz z  przyjemnością  nawet jeśli jesteś zmęczona? Co sprawia, że zapominasz, że czas leci? Wiesz już? 

-No... no wiem - rzuciłam.  - I że to jest niby mój życiowy cel? - dolałam sobie kawy. Bez kofeiny nie nadążałam za Wszechmogącym. 

- Nie! Nie to. Cel jest zawsze ten sam: zostawić wszystko lepszym niż zastałaś. A to co kochasz robić to wskazówka. Musisz po prostu zastanowić się  jak wykorzystać to by zmieniać rzeczywistość na lepsze. Kochasz mówić? Zostań mówcą motywacyjnym. Gotować? Otwórz knajpkę. Zatrudnij tych, co nie mają pracy. Naucz gotować. Śpiewać? Obudź serca i dusze tą muzyką. Zawsze zauważaj człowieka obok siebie. Ecce homo, pamiętasz? Ten człowiek to ważna figura. Gdyby nie była, to swojego syna bym wysłał w mniej ludzkiej, mniej zniszczalnej postaci. Ale ludzka postać to najlepszy nauczyciel i punkt odniesienia. Bez niego żaden z twoich talentów by nie miał znaczenia. Nie mogłabyś wszak zweryfikować ich wartości. Rozumiesz teraz?

- Rozumiem - przytaknęłam. - Choć nie wiem, czemu musiałeś wymyślić to wszystko tak pokręcone... skomplikowane... 

- Ha! To jeszcze jest proste! Gdybys posiedziała chwilę w mojej głowie, to byś wiedziała co to znaczy chaos. Jestem początkiem i końcem. A na początku był.... no co? CHAOS. A poza tym to ja stworzyłem fizykę kwantową, sama pomyśl... 

- A ja slyszałam, że na początku było słowo. 

- Też prawda. Słowo to było to, co składa chaos do kupy. Dlatego zawsze, gdy czujesz się pogubiona, nazwij rzeczy po imieniu. Zidentyfikuj. Zapisz. Poukładaj. Poporcjuj. Ja tak stworzyłem świat, mała... słowo staje się ciałem.  Słowa stwarzają rzeczywistość, organizują ja. Toteż uważaj co mówisz, bo lubisz mówić. 

- Ano lubię.  Mam to po tacie - zaśmiałam się tym razem ja. 

Sięgnęłam po ciastko i odwróciłam się w jego stronę, by zadać jeszcze jedno pytanie, ale już go nie było. Jak się pojawiał, tak z znikał. Choć w zasadzie... to zawsze był. Tylko ja nie zawsze miałam czas by z nim usiąść przy kawie, zatrzymać się na  chwilę, wyciszyć  i posłuchać co ma mi do powiedzenia....

_____________

In English ⬇⬇⬇

https://karolinazurart.com/blog/f/coffee-with-god




czwartek, 23 lutego 2023

TOŻSAMOŚĆ, CZYLI JESTEM TYM... CO MYŚLĘ

  

    

Jest taka siła, która kieruje nami w życiu. Moglibyśmy pomyśleć, że są nią nasze marzenia czy potrzeby – to czego chcemy lub czego nie chcemy. Że właśnie to steruje naszymi wyborami. I tutaj się mylimy, bo to, co realnie nawiguje nas przez życie to nasza TOŻSAMOŚĆ – to jak definiujemy samych siebie, jak siebie nazywamy, jak o sobie myślimy. Największa siła napędowa wewnątrz nas to potrzeba spójności naszego zachowania z tym, kim jesteśmy. Podążanie za nasza tożsamością.

Jeżeli zaoferujesz drinka komuś kto nie pije, jak zareaguje ta osoba? Powie: ja nie piję. Nie zapyta ciebie: a za co pijemy? Co to za drink?


Taką definicję samego siebie ta osoba ma. To jest to, w co ta osoba wierzy, jeżeli chodzi o definiowanie samego siebie. Ja nie krzyczę, ja nie klnę, ja ćwiczę codziennie, ja lubię zwierzęta. Jestem nieśmiała. Jestem silny. Jestem wykończona. Jestem ofiarą. Jestem beznadziejny. Jestem osobą sukcesu.
Powiedz np. feministce, która wierzy w to, że kobieta nie potrzebuje mężczyzny do szczęścia, jest samowystarczalna, niezależna, dopełniona sama w sobie, że musi poszukać sobie męża. Bo tak będzie jej łatwiej, lżej w życiu. Wyśmieje Cię albo się obrazi.

Powiedz góralowi, który definiuje siebie jako osobę związana z górami, z korzeniami, że tradycja to bzdura. Albo takiemu, co widzi siebie jako osobę ślebodną (mentalnie i duchowo wolną) że ma robić tak jak mu każe naczelnik, polityk, ksiądz. Nie dość, że Cię obśmieje, to i można za to w łeb dostać. Nie wspomnę o ratowaniu naczelnika.
Ogólnie, jeśli uwierzymy, że kimś jesteśmy, to tak będziemy się z automatu zachowywać.
Jeśli chcemy coś zmienić w naszym życiu na stałe, musimy zmienić to, jak siebie postrzegamy i definiujemy, czyli naszą tożsamość. Tylko wtedy nasz mózg, nasze emocje, nasza cała neuro-chemia dostosuje się do tej wizji. Ciało nie walczy z tym, w co wierzy głowa (spytajcie kobiet, które doświadczyły ciąży urojonej.)

Co więcej, tak samo będziemy też postrzegać innych i to będzie definiowało nasze relacje z ludźmi. Jak kogoś zdefiniujemy jako kłamcę, nieważne ile razy powie prawdę, my zawsze będziemy wątpić, szukać dowodów, że nie mówi prawdy. Jak zdefiniujemy facetów jako świnie, choćby i 10 dobrych pojawiło się na naszej drodze, nawet ich nie zauważymy. Za to będziemy widzieć tych, co zrobili źle (i takich też przyciągać.) Wszak oni wszyscy tacy sami, nie?

Jest takie ćwiczenie, o którym kiedyś gdzieś słyszałam. Rozejrzyj się wokół siebie i postaraj się zauważyć wszystkie niebieskie przedmioty. A teraz powiedz: ile czerwonych przedmiotów zauważyłeś? Prawdopodobnie zero, bo byłeś skupiony na niebieskich. Tak działa mózg i warto o tym pamiętać, gdy ślepniemy na jakiś aspekt, bo tak mocno uwierzyliśmy w coś innego, że już nic ponad tym nie przyjmujemy.
Problem w tym, że często nasze definicje samych siebie i innych to to, co usłyszeliśmy przed laty od kogoś, kogo już dawno nie ma w naszym życiu albo kto nie jest tak istotny jak był kiedyś. Ale powtarzał nam coś, w co uwierzyliśmy. Albo powiedział to, gdy byliśmy bardziej podatni ( dzieci, osoby zmęczone, słabe, chore, uzależnione.. .)
Jesteś beznadziejny. Nigdy się tego nie nauczysz. Nie schudniesz za Chiny. Jesteś niegrzeczny. Jesteś nieudacznikiem. Wszystkie kobiety manipulują. Muzyk to nie zawód, to hobby. Tylko ci co ciężko pracują, do czegoś w życiu dojdą. Jesteś leniem. Nie umiesz się poruszać. Nie umiesz śpiewać. Za wolno czytasz. Nigdy tego nie pojmiesz. Jesteś za chuda. Jesteś brzydki. Nikt Cię nie będzie lubił. Kobiety po 40tce tyją. Mężczyźni koło 40tki idą w tango, itp.
A mózg słucha i się dostosowuje. Cała nasza biochemia się dostosowuje i kształtuje nasze reakcje, emocje, zachowania.
Toteż... jak Ciebie zdefiniowali? Co Cię w życiu boli i gniecie? 
Kim byś musiał się stać, by to zmienić i osiągnąć coś lepszego? Jak byś musiał zmienić swoja tożsamość?

Kim jesteś obecnie? Jak siebie widzisz i definiujesz?

Tako rzekę ja, Karol, która powtarzała sobie latami to, co jej ludzie o niej powiedzieli. I myślała, że taka właśnie jest....

MASKA

A tę maskę co miała ją chronić zdejmowała codzień, po kolacji. Kładła ją obok póz i pozorów pełnych gracji. Zakładała z rana aby nikt nie w...