sobota, 25 lutego 2023

MĄDROŚĆ Z CMENTARZA

 




Żyć będę.

Ale od jutra. Albo pod warunkiem.
Że pogoda będzie lepsza.
Jak mi zapłacą, to wtedy...
Kiedy przeprosi, to ja...
Jak się pierwszy odezwie to ja również.
Gdy będę już miał tę nową pracę... ten nowy samochód, tę buty...
Jeśli tylko to czy tamto, to ja bym! Oj, co ja bym!
Kiedy już wyjadę, przyjadę, usiądę. Odetchnę. Pojem.
Gdy słońce zaświeci pod odpowiednim kątem a dzień wstanie wtedy, gdy poczuję się na to gotowy.
Będę żyć. Wszystko zrobię. Ale od jutra.
A ci co odeszli w sposób niespokojny, bo planowali żyć "pod warunkiem", wszystko oddaliby za jedno nasze dziś. I szansę, by choć spróbować. By choć zacząć. Być choć skończyć.
Jedno dziś, którym my – żywi – szafujemy, jak gdybyśmy mieli trwać wiecznie.
Jeśli już czegoś uczymy się, przynosząc kwiatki i znicze na miejsca pamięci o tych, którzy wyczerpali limit swoich dni, pamiętajmy – oni też myśleli, że będzie jutro.
Pamięć o tym, że jesteśmy terminowi, nie służy temu, by się bać śmierci. A temu, by bać się nie żyć za życia. By nie odchodzić z żalem, że gdybyśmy dostali jeszcze choć jedno "dziś". Tylko jedno... to co byśmy zrobili... gdzie byśmy nie poszli... czego
byśmy nie spróbowali...

Chciałabym, by nagrobki wyglądały tak:

" Tu leży Jan. Planował przeprosić brata przez 10 lat, ale nie przeprosił bo zmarł. "
"Tu Zofia. Chciała otworzyć piekarnię ale nigdy nawet nie spróbowała. Bo bała się wtopić. "
" Tu leży ona. Żona. Całe życie nieszczęśliwa i, zaniedbana. Planowała zacząć od nowa na emeryturze. Nie zdążyła, bo zmarła."

Czas mamy dziś. W tej konkretnej chwili. I tyle. Nic poza nią nie jest gwarantowane. Jest nam dane. To moja lekcja na każdy dzień, nie tylko na zaduszkowe zadumania w listopadowej mgle albo na początki czy końce roku.

Potrzeba około czterech minut od czasu, gdy serce przestanie bić i być może ktoś nas zresyscutuje, by mózg się wyłączył. I już po nas.

Polecam być tu i teraz. Dosłownie TU i TERAZ. Bo mamy gwarantowane nie więcej niż te kilka minut, gdy jeszcze oddychamy. Teraźniejszość czyli z angielskiego presence, czyli prezent. Mamy kilka minut w prezencie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

MASKA

A tę maskę co miała ją chronić zdejmowała codzień, po kolacji. Kładła ją obok póz i pozorów pełnych gracji. Zakładała z rana aby nikt nie w...