A kiedy przyjdę na świat raz jeszcze,
znowu zapomnę, po co tu jestem.
Przy porodzie krzyknę głośno, zdrowo,
utulą mnie jakieś obce ręce…
Przygarnie mnie do piersi matka nowa,
pierwsze znów zrobię chwiejne kroki,
pierwsze wypowiem niezdarne słowa —
nauczę się życia w duchu tej epoki.
Niby tylko dziecko, taki mały skrzat,
a wewnątrz dusza co ma i miliony lat…
Kolejny dzień wstanie. Ziemia się zakręci.
Wszystko niby nowe, lecz nic się nie zmienia.
I znowu aktorzy odgrywają role —
cykl światła i nocy. Śmierci — odrodzenia.
Nieodrobione lekcje zaczekają na mnie
w zeszycie wcieleń, zapisane skrzętnie.
Znów się zakocham. Może znów odejdę.
Lub ktoś mnie zostawi i serce mi pęknie…
Potem się potknę o własne wybory,
żeby się nauczyć, jak się nie potykać.
Każdy błąd to nie błąd — ale chwila prawdy,
źródło wiedzy, mądrości, może i pokory…
I rzucę talerzem, i wypiję kawę.
Budzić się będę powoli — jak zwykle.
Tutaj coś zawalę, tam coś znów naprawię.
Czy kiedyś do tego procesu przywyknę?
Ciągnąć mnie będzie w miejsca, których
podobno nigdy wcześniej nie poznałam.
Dziwna tęsknota poprowadzi cicho
tam, gdzie już byłam — ale zapomniałam.
Talenty moje, pasje z żyć poprzednich,
ujawniać się będą warstwa po warstwie,
jak wykopaliska na gruzach pamięci,
ślad dawnego życia w muzyce, malarstwie…
Więc nagle słowo jakieś mi zabrzmi znajomo.
I dźwięk poruszy w duchu coś sprzed urodzenia.
I czyjś obrazek, linia albo kolor
otworzy we mnie pole głębszego istnienia.
Przypomnę sobie, że już tutaj byłam
lecz w innym czasie i innej przestrzeni —
— ramach, w które duszę na ziemi się wkłada,
kiedy schodzi tutaj, by status swój zmienić.
Bo ciało ludzkie jest tylko skafandrem.
Pozwala dotknąć tego, co cielesne.
Trzeba o nie zadbać, a potem je zrzucić,
gdy stanie się stare, zużyte, za ciasne.
Nie da się ciała zatrzymać na własność —
to tylko pomost między wymiarami
by to co duchowe mogło doświadczać,
zmierzyć się z czysto ludzkimi wyzwaniami.
A ja już byłam. I znowu jestem.
Nigdy naprawdę być nie przestałam.
Choć po co, dlaczego — wciąż do końca nie wiem.
I w poprzednich życiach często nie wiedziałam…
Lecz jeśli jestem — to przecież po coś.
Wszechświat bezsensu przecież nie uznaje.
Misja przybiera kształty powoli,
gdy człowiek jej szukać na siłę przestaje.
Ja znowu przyjdę. Potem umrę znowu.
Setki razy wrócę, jeśli będzie trzeba,
by wyrzeźbić lepiej to ciało duchowe,
zostawić co nie służy, czego mi nie trzeba.
To, co się miota, szarpie i ciąży,
i co przygniata, co odbiera spokój —
nie ten doczesny, kruchy, chwilowy,
lecz ten na zawsze, który nie zna mroku.
Więc kiedy przyjdę na świat raz jeszcze,
utulą mnie jakieś inne ręce.
Otworzę oczy na świat niby nowy,
zabije we mnie moje nowe serce.
I będę wiedzieć, gdzieś tam pod skórą,
nową powłoką, językiem, imieniem,
że znów wróciłam. Wracać będę często,
póki w lepszą wersję siebie się nie zmienię…
————-
In English ⬇️⬇️⬇️
https://karolinazurart.com/welcome/f/the-unearthly-traveler
